Niedawno minęło 500 dni prezesowania Godlewskiego.
Początkowo wydawało się, że w parku pojawił się gospodarz na miarę Jerzego Ziętka. Bardzo szybko okazało się, że to tylko złuda. Nie potrafiliśmy zrozumieć jaki sens ma piastowanie dwóch poważnych funkcji publicznych tj. Przewodniczącego Rady Miasta Katowice i Prezesa Zarzadu WPKiW SA.
Pełnienie funkcji przewodniczącego rady blisko trzystutysięcznego miasta wymaga gigantycznego zaangażowania.
Z kolei prezesowanie Parkowi to neutralizacja wieloletnich zaniedbań wymagająca nadludzkich wysiłków .
Przez 500 dni Godlewski nie zrobił nic, nie licząc pomalowania „Żyrafy” i wkopania kilku latarni na alei „Zielonej łąki”. Reszta to tylko słowa, słowa, słowa. Typowe fantasmagorie. No i oczywiście projekty, wizualizacje, promocje. Dwa tytuły prasowe prześcigały się opisywaniu „dokonań” Godlewskiego. Po co to wszystko? Ano po to by Godlewskiego było „pełno”. Tu podpisał, tam zdecydował, właśnie zaplanował. Ciekawe, dlaczego nie napisali na ilu wycieczkach zagranicznych był na koszt podatnika. Na wycieczkach tych kupowano karuzele dla Wesołego Miasteczka, które do dnia dzisiejszego nie dotarły. Ilu zatrudnił „swojaków”, którzy często szukają sobie pracy. Coraz głośnej mówi się o zwolnieniu pracowników remontowych i sprzątających park. Remontami zajmie się firma ABB. To wszystko kosztuje. Cały czas słyszy się hasło „park musi na siebie zarobić”. Na pewno pieniędzy nie przybędzie poprzez likwidację wszystkiego co się da. A to gastronomii w Wesołym Miasteczku, wąskotorówki, lokali w parku itp.
W 2010 roku poprzedni zarząd parku rozliczył pomoc publiczną, wykazując zysk.
W 2011 roku, a więc w pierwszym roku rządów Godlewskiego park zanotował prawie 3 milionową stratę. Ciekawe jak strata została pokryta? Dziś parkowe wiewiórki, a mamy wrzesień mówią o stracie wynoszącej wielokrotność tej kwoty. Ciekawe, czy Matusiewicz z uśmieszkiem dalej będzie twierdził, że wszystko jest okey.
Ruda Zośka