Z zadowoleniem przyjmujemy coraz większą ilość tytułów pojawiających się na rynku. Są to niskonakładowe gazety opisujące otaczającą nas patologię. Co sprawia, że mają one czytelników?Decydującym czynnikiem jest PRAWDA, którą rzadko wyczytamy w dostępnych dziennikach. Co innego, gdy chodzi o PR. Nie na darmo Donald Tusk zatrudnił zaraz po objęciu rządów ponad sto osób, tworząc sobie (za nasze podatki) potężny wydział propagandy, zwanej z angielska „PR”. Lokalne kacyki partyjne, by naśladować swojego szefa zaczęły tworzyć układy w prasie, tej lokalnej. Każdy mieszkaniec ciekaw spraw regionu często sięga po tytuły lokalne. To przecież tam często przeczytają o drobnych przekrętach lokalnej władzy. Ilu prawdziwych dziennikarzy, rozpoczynających karierę w lokalnych tytułach „wykończono” trudno nam określić. Jednych redukowano, innych dyscyplinowano, jeszcze innym fundowano, a jeszcze innym proponowano. Chodziło o jedno. Piszcie, piszcie, ale tylko dobrze albo wcale! A jak już pojawi się jakaś pojedyncza informacja to nic się nie stało. A, że to prawda. Kogo to obchodzi? Dygnitarze z BOT-oksu i tak lokalnej prasy nie czytają. Istnieją wprawdzie drobne przebłyski niezależności prasy, ale droga jeszcze daleka. Nie chodzi tu wszak o cenzurę, ale o przychylność. To tak jak w skeczu kabaretu „Tey”. Po co pisać, że „w traktorze zepsuło się koło”, jak lepiej brzmi „w traktorze trzy koła są sprawne”.
Otóż dygnitarze platformy obywatelskiej prześcigają się w wykorzystywaniu „pożal się Boże” prasy do realizacji własnej polityki. W tym miejscu musimy wrócić do publikacji prasowych i telewizyjnych opisujących siemianowickie szambo. Pomijając inspiratorów rozlania się tego g…a, twierdzenie, że przynależność do platformy zapewniła nieszczęsnej radnej profity w postaci pracy w parku oraz jakieś bzdurne zlecenie z „Kolei Śląskich” można traktować w kategorii „byczych jaj”.
Co to w ogóle za profity?
Profitami można nazwać wynagrodzenie blisko 100tyś. złotych na twarz za nic nie robienie przez członków Rady Nadzorczej WPKiW SA. Rachunek jest prosty. Rada za obecnego zarządu funkcjonuje od 25 miesięcy. Pomnóżmy to razy średnia krajowa. Nie chce wyjść inaczej. Dalej pomnóżmy to przez
6 i wyjdzie nam o ile park zbiedniał w ciągu tego czasu.
Profitami można nazwać pieniądze wyprowadzane z parku na promocję, na malowanie asfaltu, na ścieżki i inne szemrane interesy. I to nie jakieś tam 10tyś. zł. To miliony.
Często żartujemy, że gdyby pewien prezes, pewnej „ulubionej” przez nas spółki był na miejscu Józefa, to unkel Adi do dziś dnia nie wiedziałby, że przegrał wojnę.
I nagle cisza ! Co się stało? Czyżby nasze słoneczko zachorzało? Przecież to niepodobne, by nie ogłosić, przedstawić, zapoznać, oznajmić. Kiedyś, jak prezes nas jeszcze lubił, zaprosił nas na wystawę. Dziś nie pamiętamy czego dotyczyła. Była prasa i szampan, ale nie było zwiedzających. Nie ważne, było wesoło.
Dziś jest problem, który nazywa się „Nielegalna wycinka drzew”. Doszły nas słuchy, że trwają narady, prowadzone są rozmowy : „Co teraz zrobić ?”. Przestrzegamy wszystkich, którzy zaczęli kombinować w tej sprawie. Następni będziemy my. Nasz list do Premiera Donalda Tuska sprawi, że najważniejsi ludzie w platformie ”potopią” was, jak kocięta?. Ci najważniejsi wiedzą, co to jest „syndrom śnieżnej kuli”, a zegar wyborczy już ruszył.
Jeszcze słowo na niedzielę. Jak nieliczni wiedzą w ubiegły weekend odbyła się wystawa kwiatów. Taka wystawa, jak informacja wyprzedzająca. Te prawdziwe wystawy oznajmiały nam wesołe, kwieciste plakaty, które charakteryzował artyzm. W tym roku albo plakatów nie było wcale, albo ktoś walnął je w kąt i spotkał je los ulotek z marketu. W tamtym roku widzieliśmy na wystawie urodziwą panią minister, którą „słońce parku” olało wystawiając drugi garnitur. Ocenę takiego zachowania pozostawiamy drogim czytelnikom. Zadaliśmy pytanie jednemu z wieloletnich wystawców, czy będzie w tegorocznej wystawie uczestniczył. U tego „…”? W tym momencie oszczędzimy naszym czytelnikom „uczty” przekleństw. No tak w ubiegłym roku „słońce parku” wzoremciecia z „Alternatyw