To    już  sześć lat  jak  jeden  z  kolejnych grabarzy  parku (czyt. prezes) podpisał umowę na wynajęcie restauracji  "Przystań"  jednemu  z  chorzowskich  biznesmenów. Zgodnie z umową najemca zobowiązał    się   do    wykonania    prac       remontowo-budowlanych   wg. uzgodnionego harmonogramu. Prace te miały być zakończone najpóźniej do końca 2010 roku. Najemca miał zainwestować blisko trzy miliony złotych. Umowa ulegała pewnym modyfikacjom. Pojawiła się   spółka    Palau.  Ostateczny    termin    się   jednak   nie zmienił.
Drogi  Czytelniku czego w   "Przystani"   miało nie być.
Miały   być   nowe drewniane okna i drzwi, są  z PCV. Zadaszony powinien być taras z fikuśną dachówką. A jest ? No właśnie,  chyba  tylko w wyobraźni. Ciekawe ile bali do tej pory odbyło się w wyremontowanej  sali  balowej  na   wysoki standard ?  A może bal faktycznie trwa, a orkiestra ciągle  gra jak na nieszczęsnym "Titanicu".  Byleby Park Śląski nie podzielił losu transatlantyka.  
W    2010 roku   w   parku  prowadzona była kontrola NIK. Dziwnym trafem problem    "Przystani"    nie  pojawił    się    w protokole z kontroli. Czyżby władze parku nie "pochwaliły"   się    wówczas rozmachem prac ? 

       Wprawdzie nie dosłownie , ale właśnie w tym duchu wypowiedział się marszałek Województwa Śląskiego do mediów pytany o zarzuty niegospodarności i marnotrawienia pieniędzy publicznych w WPKiW przez poprzednie i obecny zarząd Parku. Przykłady zawarte zostały w treści wystąpienia Stowarzyszenia NASZ PARK do radnych Sejmiku województwa śląskiego na sesję w dniu 15 października br . Marszałek nie odniósł się merytorycznie do żadnej poruszanej w wystąpieniu sprawy stwierdzając lekceważąco, że jest demokracja i każdy może mówić co chce, a ludzie i tak o tym szybko zapomną.
     Nasze wystąpienie do Radnych Sejmiku dostarczyliśmy na kilka dni przed sesją przewodniczącemu Sejmiku P. Gościniakowi, który niestety nie przekazał go radnym (treść wystąpienia   na naszej stronie niżej).   W dniu 6 listopada w bezpośredniej rozmowie z P.Gościniakiem na nasze pytanie w tej sprawie przewodniczący Sejmiku stwierdził: cytat „ Nie jestem pocztą”.

Zapraszamy do lektury  i komentowania kolejnego numeru naszej gazetki Kuklok.

     Prezes WPKiW SA Arkadiusz Godlewski miał możliwość podsumowania swojej działalności w parku za   dwadzieścia miesięcy działalności  przed radnymi sejmiku jak i miasta Chorzów. Szansy w naszej  ocenie  nie wykorzystał. Za   to zdążył nas obrazić twierdząc, że członkowie  Stowarzyszenia nie potrafią czytać dokumentów i nie mają pojęcia o funkcjonowaniu spółek.

    Chodziło o brak wiedzy, czym jest strata spółki oraz o zakup ponad
20 letniego  "złomu" za 150tyś. euro. W naszej    ocenie z   czytaniem   nie jest najgorzej, może  mamy trochę słabszy wzrok.   Wiemy  natomiast, że  pokrycie straty jaka Park poniósł w roku 2011 jest na tyle poważne, iż wymaga decyzji Walnego Zgromadzenia Spółki. Schemat   jest b. prosty:   zarząd wnioskuje,  rada nadzorcza opiniuje (§ 29 pkt. 1 ppkt.2 statutu) , a    walne zgromadzenie zatwierdza ( § 52 pkt. 1, pakt. 3 statutu). Czytelniku, jeżeli chcesz poznać przyczyny powstania straty przeczytaj wcześniejsze artykuły. Pan Godlewski    twierdzi, że    manipulujemy    informacjami dotyczącymi zakupu karuzeli "Filiżanki". Pan    prezes   sam   podpisał     ogłoszenie, które    znajduje    się min. w "Suplemencie    do   Dziennika   Urzędowego   Unii   Europejskiej" no i oczywiście na stronie internetowej parku śląskiego. Wynika z niego, że "Całkowita końcowa wartość zamówienia" wynosi           1 600 000,00 PLN    (  Sekcja II.2.1 cyt. ogłoszenia).   W Sekcji V jest informacja o sprzedawcy    urządzenia ( Hiede-Park Soltau G mbH) oraz "początkowa  szacunkowa całkowita   wartość    zamówienia"   wynosząca  150 000,00 EUR. (ok.600tyś.zł.) W   ogłoszeniu    podano    też   inne   informacje typu "całość urządzenia jest udekorowana". A gdzie   ważniejsze informacje typu "sposób montażu" ?   Szanowny  Czytelniku    całość ogłoszenia    znajduje się   na stronie parku śląskiego i sam możesz wyrobić sobie pogląd "jak dokonuje się zakupów z pieniędzy publicznych".
                   A wracając do straty spółki za 2011 rok. Pan prezes obraża także społeczeństwo regionu starając się tłumaczyć, że "strata  to nie brak pieniędzy, bo park pieniądze ma". Otóż panie prezesie społeczeństwo wie na czym polega strata w spółce akcyjnej i jak można ją pokryć.   Ostatnio jako rzecznik parku pojawił się p. Zamorski znawca muzyki. Zabieg ten chyba nic nie zmieni w wizerunku parku. 

   

          Na ostatniej sesji sejmiku samorządowego Prezes Parku Śląskiego A. Godlewski "pochwalił" się    radnym likwidacją   starej wąskotorówki i budową nowej. Ta wiadomość doprowadziła czytelników wielu tytułów oraz obserwatorów "parkowej" sceny do "białej gorączki". Otóż jak    wynika  z oficjalnej   informacji (sesja sejmiku)     wąskotorówka jest w takim stanie, że należy   ją zlikwidować    i   w    to miejsce    wybudować   nową.     Wielu uczestników forów internetowych uznało to za manipulację.
Pan prezes nigdy chyba nie jechał tramwajem ul. A. Krajowej lub ul. 3-maja w Chorzowie. Torowiska tych linii tramwajowych są w takim stanie, że tramwaje jadąc dwoma torami ocierają się w czasie mijania. Nikt jakoś nie zamyka tych torowisk.    Nie    do   przyjęcia   jest informacja o kosztach budowy kilometra torowiska (wg standardów PKP to 2,5- 4 mln.zł). Wszak chodzi tu o kolejkę spacerową, a nie o "Pendolino". Prezes zapomniał powiedzieć, że koszt dotyczy nowego odcinka, a nie odbudowy po starym śladzie. Prawda   jest    taka.  Dobry, "starej daty" toromistrz i cytowany przez prezesa system gospodarczy   sprawi, że   tory  będą bezpieczne w ciągu dwóch miesięcy. No tak, ale systemu gospodarczego   nie będzie, bo     niby    jak    miałby on wyglądać, skoro prezes chce zwolnić pracowników     fizycznych.    Public    relations,   marketing   czy rzecznik nic tu nie pomoże. 
 Z opinią o wąskotorówce jest tak jak basenem na "Stadionie Narodowym". Spółka twierdziła, że wszystko  było   ok., a   specjalista  twierdził, że dziesięciocentymetrowa  nawierzchnia nie była w stanie odprowadzić skutecznie wody.
Po co ten cyrk Godlewskiemu ?  No cóż .    Za dwa lata wybory. Do tego czasu będzie mamił, zapewniał,  udowadniał. Przedstawi  z   dwie  koncepcje, zleci  kilka wizualizacji, by w końcu stwierdzić w stylu Ferdynanda Kiepskiego "a co mnie to g...o obchodzi".
A "wąskotorówka" zniknie, dzieła dokończą złomiarze .                  Ruda Zośka